niedziela, 30 stycznia 2011
Nareszcie przeprowadzamy się na prawdziwą plażę, ten upał jest nie do wytrzymania! ruszamy z plecakami na wschodnie wybrzeże- do Paje i Jambiani. Vanilla hause- poznajecie? Polski dom nad zanzibarskim morzem
Trzeci dzień, a już ciężko mi sobie wyobrazić chłód i śnieg. Tu upał. I w tym upale ruszamy kompletnie w ciemno na dworzec dala-dala i na wschodnie wybrzeże. Nie wiemy co nas czeka, kogo spotkamy, gdzie będziemy spać i co jeść. Uwielbiam to! Ale na razie obciekamy potem na pył rozgrzanej drogi. Nasze plecaki jadą na dachu, my w szoferce na rozgrzanej do czerwoności skrzyni biegów. Razem z nami jedzie para z Izaraela. Tak sobie jeżdżą po Afryce już trzeci miesiąc! są mistrzami ekonomicznego podróżowania, czyli prawie za darmo. Super! dołączamy do nich, mają jakieś namiary hotelowe. Po kilometrze przeczołganym z plecakami w południowym słońcu- jest nasz hotelik, czyli chatki na piasku i przemiła obsługa wprost z Europy. Niee!!! nie mają wolnych miejsc, na rozbicie namiotu też się nie zgadzają. Padamy. Zostawiamy u nich plecaki i pełzamy w upale szeroką białą plażą. Pukamy do "drzwi " innych hoteli palmowo- chatkowych. Niestety, albo obłędnie drogie (tylko udają takie chatkowe), albo pozajmowane. Ręcznik na głowie polewany wodą- to trzyma przy życiu. Czwarty kilometr za nami- a przed nami ... chyba w oczach się mieni. Mały przytulny hotel, jak stworzony dla nas. Jeszcze tylko wracamy po plecaki.. stopem najszybciej. Pół godziny i jesteśmy, podwiezieni wypasionym jeepem z klimatyzacją. Czekoladowa i obwieszona złotem mama dwóch wykształconych synków zabawia nas rozmową na temat historii Węgier i Polski. I podrzuca pod same drzwi. Dajemy jej nasz adres na pożegnanie, gdy wybierze się w końcu w swoją wielką podróż, zatrzyma się u nas w domu. Fajnie!
sobota, 29 stycznia 2011
Do Nungwi na północ Zanzibaru, Jamboo! mambo! czyli cześć i jak się masz, podróż miejscowym dalal-dala i kino na świeżym powietrzu.
czwartek, 27 stycznia 2011
Afryka dzika
I wyladowalismy na afrykanskiej ziemi lekko nieprzytomni po sniadaniu o 3a.m. Nairobi przywitalo nas porannym chlodem (tak, tak!) ale takim z gatunku przyjemnych. Przesiadka na Zanzibar i fruuniemy dalej. Pod nami czerwone przestrzenie niezamieszkane i zielono aksamitne gory upstrzone domkami i poprzecinane piaszczystymi drogami. I nagle z czerwonej ziemi wyroslo cos jak stozek wulkaniczny ze sniegiem na plaskim szczycie - taak, wlasnie przelecielismy nad Kilimandzaro.
Zanzibar buchnal w nas goracem. ' powalilo nas goraco, jakiego od dawna nie zaznalismy- tj. od ubieglego roku w Indiach...
Z pewnoscia bedziemy opisywac co ciekawsze wydarzenia, ktore na naszej drodze utawi los!
Spotkalismy prawdziwego Masaja pieknie ubranego w czerwone kocyki i koralikowe bransoletki. Wygladal cudnie! mam zdjecia, jak mi sie uda nastepnym razem to wrzuce.
Zjedlismy tez slynna zanzibarska pizze przyrzadzona na ulicznym stoisku , popilismy ja sokiem z trzciny cukrowej i zagryzlismy slodkim mango. Taak, milo sie zaczyna..
wtorek, 18 stycznia 2011
Warkoczyki do Afryki
Jechać z warkoczykami do Afryki to jakby wozić drzewo do lasu... Niestety, nie będę mogła już skorzystać z przydrożnego "zakładu" fryzjerskiego i poddać moją głowę sprawnym rękom w kolorze czekolady.
I nieśpiesznie spędzić rozgrzany afrykański dzień wśród roześmianych dziewcząt, z przerwami na obiad i inne życiowe czynności.
Miałam już okazję spotkać takie uliczne salony piękności w Bangkoku. Na ulicy Khao San wieczorem rozstawiały się stołeczki i nawoływaniem wabiły klientów. Nieco później już wszyscy pracowali aż furczało, przekształcając bladych wysokich przybyszów z Europy w wytrawnych obieżyświatów za pomocą warkoczyków właśnie, albo kosmatych dredów. Dla odważnych jeszcze opcja z tatuażem... azjatyckie wyrafinowane smoki szczerzą się zachęcająco. Mama i tata się zdziwią nieco.. Znajomi padną z wrażenia...
a szef w pracy ... nie wiem, bo nie mam :)
a szef w pracy ... nie wiem, bo nie mam :)
wtorek, 4 stycznia 2011
wyruszamy!
Już bilety kupione! przyklepane - 25 stycznia wylatujemy z Berlina i po 12 godzinach lotu z przesiadkami wysiadamy na gorącym, kolorowym Zanzibarze. Bilety kupione w bardzo dobrej cenie : 2100zł , lot powrotny z Nairobi w Kenii. Właśnie tonę w tomach książek o Afryce - improwizacja wymaga solidnych studiów, żebym dokładnie wiedziała co? gdzie? kiedy? i jak się tam dostać.
Na Zanzibarze chciałabym spotkać wielkiego palmowego kraba. Potrafią być naprawdę wielkie, do 12 kg, a szczypcami łupią orzechy kokosowe. Niestety, są też przysmakiem dla ludzi - czy został jakiś niezjedzony?
ania
Na Zanzibarze chciałabym spotkać wielkiego palmowego kraba. Potrafią być naprawdę wielkie, do 12 kg, a szczypcami łupią orzechy kokosowe. Niestety, są też przysmakiem dla ludzi - czy został jakiś niezjedzony?
ania
niedziela, 31 października 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


